Dlaczego kanapki są niefortunnym dziełem?
Nadchodzi weekend. Sobota. Stwierdzam, że warto ogarnąć już trochę lekcje. Chociaż sobie książki przygotować. Wtedy pojawia się ta nieszczęsna kreatura - kanapka z wczoraj. Jej forma uległa znaczącej deformacji, stając się zgniecionym, sponiewieranym plackiem. Nie łatwo być odpornym na ciągłe rzucanie plecakiem na ziemię.
Kiedy zdaję sobie sprawę, że jej stan, a zarazem zjadliwość wynosi 2/10, dopada mnie rozkmina, co z tym tworem zrobić. Wyrzucić, a może jeszcze zjeść? W sumie, to nie może być aż taka zła, co nie? Nie specjalnie powinny zmienić się jej walory smakowe. Może ogórek już nie jest taki chrupki jak wczoraj. Po za tym dzieci w Afryce głodują i nie wypada jej tak po prostu wyrzucić. Jak włożę do lodówki, to znów usłyszę, że nic w szkole nie jadłam.
Zaczynam liczyć ile czasu zajęło mi przygotowanie tej kanapki. 5 minut maks. Nie zmienia to nic w moim życiu. Pozostaje ze mną fakt, że przez ten czas zdążyłabym coś bardziej ambitnego. No cóż. Nie chce mi się jej jeść. Jej czas minął.
Pozostawiam ją bezlitośnie w lodówce. Może w końcu ktoś da jej drugą szansę.
O nie, kanapka z wczoraj. Dziwne zjawisko i nikt nie wie co z nim zrobić... Sama mam takie problemy
OdpowiedzUsuńJa zawsze takie kanapki upycham do lodówki, może ktoś inny się skusi :D
OdpowiedzUsuńPozdrawiam, Tak Po Prostu BLOG :)
Zapraszam także do siebie, dziś ostatni dzień konkursu: klik :)
Życie kanapki jest tak okrutne jak życie kotleta schabowego lub nie wiem co. Hm post dość osobisty twoje relacje a twojej kochanki jest tak pożerający że aż szok LOL.
OdpowiedzUsuńSuper post i pomysłowy.
Jak można nie zjeść kanapki. Mam super tajną moc która pozwala mi przygotowanie kanapek, które dostatecznie zapchają mój żołądek.
OdpowiedzUsuńtutajjestem-lekkomyslny.blogspot.com
Też zawsze mam takie dylematy odnośnie kanapki z wczoraj.. Świetny wpis :)
OdpowiedzUsuńPrzyznam, że w szkolnych czasach też miewałam takie problemy i kończyło się podobnie - może ktoś inny da jej drugą szansę ;)
OdpowiedzUsuńJa nie mam takich problemów z kanapkami. Zazwyczaj wszystko jem. :)
OdpowiedzUsuńhttp://justdaaria.blogspot.com/
Mam czasami bardzo podobne dylematy z kanapkami lub bułkami, aczkolwiek rzadko, ponieważ zazwyczaj staram się je zjadać, żeby się nie zmarnowały ;p Pozdrawiam ♥
OdpowiedzUsuńwy-stardoll.blogspot.com
Moje kanapki same w sobie nie są dziełami sztuki, ale prawie zawsze zjadam je na czas po tym, jak w podstawówce odnalazłam w torebce kanapkę, na której pleśń założyła "region autonomiczny" c:
OdpowiedzUsuńKanapka - niby taka zwykła rzecz, a jednak opisałaś ją w ciekawy sposób.
Pozdrawiam
melancholia borsuka
Ja niestety, a może stety nigdy nie miałam tego problemu :) Zawsze wszystko pięknie zjedzone ;D Łasuch ze mnie :)
OdpowiedzUsuńnouw.com/roksanaryszkiewicz
Najlepszy tekst o jedzeniu jaki czytałam :D
OdpowiedzUsuńmój blog
Chyba każdy z nas miał chociaż raz taki problem haha, super tekst!
OdpowiedzUsuńVIA-MARTYNA.BLOGSPOT.COM
W samo sedno. Chyba każdy kto chodził do szkoły borykał się z tym problem. Ja wielokrotnie tak miałam. Gdy nie zjadłam kanapki to później przynosząc ją do domu miałam wyrzuty sumienia bo wiedziałam, że już jej nie zjem. W szkole średniej radziłam sobie z nią w ten sposób, że po prostu pytałam kolegów czy któryś z nich jest głodny i nie raz ktoś ją za mnie zjadł ;)
OdpowiedzUsuńmalgorzatt.blogspot.com
Dlatego nie biorę kanapek do szkoły :D
OdpowiedzUsuńI tak bym ich nie jadła, bo każda jest dla mnie wtedy za sucha.
Wolę jeść tosty lub w pudełku brać mięso, makaron i sałatkę :)
http://live-telepathically.blogspot.com
Haha, ale fajnie napisane! :D Ah te niezjedzone kanapki, marny ich los. Chociaż w moim przypadku zawsze cieszył się z nich pies, o ile nie było w nich jakiegoś warzywa. Nie potrafię wyrzucać jedzenia, więc albo zostawiam, bo może jakiś domownik jeszcze się skusi, ewentualnie zwierzak :D
OdpowiedzUsuń